Katarzyna Domeracka – za zaginięcie 16-latki odpowiadał adwokat o pedofilskich skłonnościach?

Ostatnia modyfikacja: 2 stycznia 2024

()
Katarzyna Domeracka
Katarzyna Domeracka

Katarzyna Domeracka urodziła się 23 czerwca 1983 roku w Warszawie. Wychowywała się w szczęśliwej i kochającej się rodzinie. Po narodzinach młodszego brata Kasi jej rodzice postanowili, że zamieszkają osobno. Nie wynikało to jednak z problemów małżeńskich. Decyzja była spowodowana tym, że lokal, w którym mieszkali do tej pory, był zbyt mały dla czteroosobowej rodziny. Kasia zamieszkała więc z tatą, a mama zajęła się opieką nad malutkim synem. Ta rozłąka nie wpłynęła negatywnie na relacje między członkami rodziny. Spowodowała jednak, że więź dziewczynki z ojcem była bardzo silna.

Gdy dziewczynka miała dziesięć lat, wydarzyła się tragedia. Ojciec Kasi zginął bowiem w wypadku samochodowym. Był to olbrzymi cios dla żony i dzieci. Życie musiało jednak toczyć się dalej. Rodzina Domerackich mogła liczyć na wsparcie i pomoc bliskich osób. Jedną z nich był znany warszawski adwokat Jan W., który był dobrym przyjacielem ojca. Mecenas mieszkał w sąsiedztwie, więc często odwiedzał Domerackich.

Z biegiem czasu Kasia oraz jej najbliżsi układali sobie życie na nowo. Matka dziewczynki po pewnym czasie rozpoczęła nowy związek. Katarzyna nie przepadała za ojczymem, dlatego dużo czasu spędzała u dziadków. Ukończyła podstawówkę, a potem zaczęła naukę w liceum. Była lubiana przez rówieśników, całkiem dobrze się też uczyła. Katarzyna Domeracka miała chłopaka, Łukasza, podobnie zresztą jak wiele jej koleżanek. Między nimi było jednak kilka lat różnicy, co nie do końca podobało się matce nastolatki.

Dzień zaginięcia Katarzyny

Zalew Zegrzyński
Zalew Zegrzyński

Na krótko przed swoim zniknięciem licealistka przeprowadziła się do dziadków. Wynikało to z tego, że lepiej się z nimi dogadywała niż z matką. Z domu dziadków dziewczyna miała też do szkoły znacznie bliżej niż z mieszkania mamy. 9 maja 2000 roku Kasia powiedziała dziadkom, że chce się wybrać ze znajomymi nad Zalew Zegrzyński. Był dopiero początek maja, ale pogoda tego dnia dopisywała. Dziadkowie zgodzili się, ale poprosili, żeby wnuczka wróciła do domu przed 22:00. Domeracka spakowała więc kanapki przygotowane przez babcię, strój kąpielowy i kilka innych rzeczy, a następnie wyszła z mieszkania.

Nadszedł wieczór, a potem godzina 22:00. Katarzyna nie pojawiła się u dziadków, choć normalnie dotrzymywała słowa i była punktualna. Dziadek i babcia zaczęli się więc niepokoić. Później wpadli jednak na pomysł, że wnuczka postanowiła prawdopodobnie przenocować u matki. Dziadkowie położyli się więc spać z taką myślą. Gdy obudzili się następnego dnia, zadzwonili do mamy Kasi. Okazało się natomiast, że 16-latka nie wróciła do rodzinnego domu. Przerażeni bliscy zgłosili więc zaginięcie policji.

Początek śledztwa

Katarzyna Domeracka
Katarzyna Domeracka

Policjanci prowadzący postępowanie od początku bardzo poważnie podeszli do sprawy. Śledczy mieli przeczucie, że z nastolatką stało się coś złego i za jej zniknięcie odpowiada ktoś z bliskich. Pierwszym podejrzanym był ojczym Kasi, z którym zaginiona nie dogadywała się najlepiej. Szybko został jednak wykluczony. Mężczyzna zmarł też krótko po zaginięciu dziewczyny.

Funkcjonariusze postanowili się przyjrzeć chłopakowi Katarzyny. Przesłuchano więc młodego mężczyznę. Detektyw prowadzący przesłuchanie czuł, że chłopak coś ukrywa. Śledczy przycisnął zatem Łukasza, który zdradził, że jest w posiadaniu pamiętnika swojej dziewczyny. Rzucał on zupełnie nowe światło na sprawę zaginięcia. Zapiski były szokujące i zaskoczyły nie tylko policjantów, ale też i najbliższych Domerackiej.

Bulwersujące fakty wychodzą na jaw

Warszawa, czyli miasto, w którym mieszkała Kasia
Warszawa, czyli miasto, w którym mieszkała Kasia

Katarzyna opisywała w pamiętniku relację z przyjacielem rodziny, wspomnianym wcześniej Janem W. Mężczyzna zastępował dziewczynce w pewien sposób zmarłego ojca, ale z czasem relacja zaczęła się przeradzać w coś bardzo niepokojącego. Gdy Kasia miała 12-13 lat znacznie starszy i żonaty mecenas zaczął mieć obsesję seksualną na jej punkcie. W wieku około 14-15 lat dziewczyna zaczęła zaś współżyć z Janem W. Opisywane zdarzenia potwierdziły też najbliższe koleżanki Domerackiej. Nastolatka zwierzała się im bowiem i opowiadała ze szczegółami o tym chorym „związku”.

Okazało się również, że warszawski adwokat wpłacał regularnie Katarzynie pieniądze na konto, które sam utworzył. Formalnie należało ono do Łukasza, czyli chłopaka Domerackiej. Śledczy i bliscy dowiedzieli się również, że mecenas wynajmował mieszkanie w Warszawie, w którym spotykał się często z nastolatką. Policjanci prowadzący sprawę odkryli, że istnieje jeszcze jeden pamiętnik, który prowadziła zaginiona.

Odkrycie drugiego pamiętnika

zdjęcie Kasi Domerackiej
zdjęcie Kasi Domerackiej

Kolejny dziennik Kasi przechowywała jedna z jej najbliższych przyjaciółek. Potwierdzał on wcześniejszy obraz relacji z Janem W. Nastolatka zapisywała w drugim pamiętniku daty i miejsca spotkań z adwokatem w hotelach. Śledczy sprawdzili później te informacje i okazały się one prawdziwe. W hotelowych księgach meldunkowych odnaleziono podpisy znanego mecenasa. Pracownicy hoteli potwierdzili zaś, że mężczyźnie towarzyszyła dziewczyna, która wyglądała jak Katarzyna Domeracka.

Z pamiętników oraz zeznań Łukasza i bliskich koleżanek wynikało, że zaginiona była zmęczona związkiem z prawnikiem. Mężczyzna obiecywał bowiem, że odejdzie od żony, ale czas mijał, a nic w tej kwestii się nie zmieniało. Nie pomagało nawet to, że Domeracka wysyłała żonie adwokata kartki, które miały świadczyć o romansie jej męża. Zdenerwowany Jan W. miał natomiast z tego powodu uderzyć Katarzynę kilka razy.

Śledczy zbierają dowody przeciwko Janowi W.

Katarzyna Domeracka
Katarzyna Domeracka

Po dotarciu do prywatnych zapisków Kasi policyjni detektywi byli niemal pewni, że warszawski mecenas musi mieć jakiś związek z zaginięciem 16-latki. Z pewnością miał motyw. Gdyby prawda o związku Jana W. z dziewczyną ujrzałaby światło dzienne, szanowany prawnik mógłby stracić wszystko. Prawdopodobnie zakończyłoby się jego małżeństwo. Media zaczęłyby też pisać o jego chorym pożądaniu, co miałoby z pewnością wpływ na reputację kancelarii adwokackiej. Mężczyźnie groziła też w końcu odpowiedzialność karna za pedofilię.

Mecenas zaprzeczał również, by miał jakikolwiek związek z zaginięciem Katarzyny. Wypierał się też, by miał z nią romans, choć dowody na to były w zasadzie niepodważalne. Policjanci sprawdzili billingi telefoniczne Jana W. Wynikało z nich, że kontaktował się on z Kasią prawie 200 razy w przeciągu kilku miesięcy przed jej zaginięciem. Dzwonił nawet do nastolatki w dniu jej zniknięcia.

Śledczy chcieli także przesłuchać współwłaściciela kancelarii adwokackiej. Jan W. ustanowił go wówczas swoim pełnomocnikiem. Mężczyzna odmówił więc złożenia zeznań, zasłaniając się tajemnicą adwokacką. Mecenas stosował zresztą wiele podobnych prawniczych zagrywek. Czuł się bezkarny i bardzo pewny siebie. Pojawił się jednak dowód, który mógł wywrócić wszystko do góry nogami.

Kluczowy dowód – wielka nadzieja i rozczarowanie

Kasia Domeracka - progresja wiekowa
Kasia Domeracka – progresja wiekowa

Śledczy sprawdzili mieszkanie podejrzanego oraz jego samochód. Ustalono, że tuż po zaginięciu Katarzyny Jan W. oddał auto do gruntownego wyczyszczenia. W bagażniku odnaleziono jednak włos należący do Domerackiej. Nie był on niestety wystarczającym dowodem winy. Policjanci nie poddawali się. Na parze butów trekkingowych mężczyzny odnaleziono coś, co wyglądało jak krew.

Gdy zapytano adwokata, skąd mogła się znaleźć na obuwiu, ten wydawał się zaskoczony. Szybko odpowiedział, że była to krew sarny. Wówczas prowadzący śledztwo odparł, że Jan W. nie jest przecież myśliwym ani nie interesuje się polowaniami. Prawnik nic już na to nie odpowiedział. But wysłano do Gdańska, gdzie znajdowało się jedyne wówczas w Polsce laboratorium, które przeprowadzało specjalistyczne badania DNA.

Wszyscy wierzyli, że sprawiedliwości stanie się wreszcie zadość. Niestety było inaczej. W ogóle nie udało się sprawdzić, czy na bucie znajdowała się krew i do kogo należała. Ten najważniejszy dowód zaginął bowiem w niewyjaśnionych okolicznościach. Wielu podejrzewało, że w tym „incydencie” palce maczał sam Jan W., choć nie udało się tego potwierdzić. Przede wszystkim jednak z powodu braku buta policja nie dysponowała żadnymi innymi dowodami, dzięki którym można by oskarżyć mecenasa o morderstwo Katarzyny Domerackiej.

Podsumowanie

Iwona Mogiła-Lisowska (fot. Krzysztof Szymczak)
Iwona Mogiła-Lisowska (fot. Krzysztof Szymczak)

Sprawa zaginięcia 16-latki jest niezwykle bulwersująca, ponieważ właściwie wiadomo, co stało się z Kasią (ciężko uwierzyć, by nastolatka uciekła z domu i żyła do dziś) i kto odpowiada za jej śmierć. Sprawa Domerackiej przypomina mi historię Iwony Mogiły-Lisowskiej. W tamtym przypadku wszystko wskazywało na męża ofiary, choć nie odnaleziono nigdy ciała zaginionej ani dowodu, który jednoznacznie wskazywałby winę mężczyzny. W obu sprawach podejrzani byli także osobami o bardzo silnych koneksjach i wysokiej pozycji społecznej.

Historia Kasi jest jednak nawet jeszcze bardziej tragiczna i frustrująca, ponieważ mamy tu do czynienia z dzieckiem. Dziewczyna została w obrzydliwy sposób wykorzystana przez mężczyznę, który miał świadomość tego, że wszystko mu wolno. Najbardziej irytuje to, że nie udało się go z tego przeświadczenia wyprowadzić. Nie rozumiem też, dlaczego Janowi W. nie postawiono zarzutów związanych z pedofilią. Z pamiętników czy zeznań koleżanek można stwierdzić, że mecenas dopuszczał się bowiem czynności, które można by określić tym mianem.

Zastanawiające jest również to, czy rodzina Domerackich nie zauważyła żadnych znaków świadczących o tym, że relacja Kasi i przyjaciela rodziny była nieodpowiednia? Czy nie widzieli drogich markowych ubrań czy kosmetyków, które nastolatka kupowała za pieniądze od Jana W.? Czy Łukasz nie mógł się zachować inaczej? Wiedział on bowiem o związku z adwokatem i w pewien sposób na niego przyzwalał (np. pomagał w kwestiach zw. z kontem bankowym).

Można również się zastanawiać, czy koleżanki Katarzyny nie powinny zgłosić dorosłym sytuacji, o której dowiedziały się od nastolatki (choć pewnie mało kto z nas by tak postąpił i wyjawił sekret). Ciekawe również, czy Katarzyna przypuszczała, że może ją spotkać coś złego. Może o tym świadczyć fakt, iż dwa pamiętniki przekazała bliskim jej osobom. Niestety ta bulwersująca sprawa ma do dziś formalnie status nierozwiązanej i niestety mało prawdopodobne jest, by kiedyś udało się to zmienić.

Podobał Ci się artykuł? Oceń go!

Średnia ocena: / 5. Ilość ocen:

Na razie brak ocen. Bądź pierwszy!

Aż tak źle? 😉

Będę wdzięczny za informację, skąd tak niska ocena. Dzięki temu będę mógł poprawić artykuł i uniknę podobnych błędów w przyszłości.

Z niecierpliwością czekasz na kolejny wpis? Zapraszam na fanpage'a na Facebooku, gdzie wrzucam info o nowych artykułach!
Sprawdź też, jak możesz wspomóc mojego bloga :)

Komentarze:

  1. Witam, w pierwszej kolejności chciałbym napisać, że jak wielu czytelników, jestem fanem tej strony i z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy (czasem za długo 😉). Jeżeli chodzi o historię Kasi Domerackiej, to zastanawia mnie, czy ten adwokat na pewno nazywa się Jan W. (99% innych źródeł internetowych też go tak określa)? Spotkałem się w Internecie z informacjami, że to Jacek W. Znalazłem takiego adwokata w Warszawie (nazwiska nie wymienię, bo nie wiem czy to na pewno o tą osobę chodzi). Co ciekawe, w opiniach Google nt. jego kancelarii, a raczej jego osoby, mnoży się od oskarżeń w jego kierunku w przedmiotowej sprawie. Dodatkowo ma ocenę „1-na gwiazdka”, co na pewno nie przysparza mu nowych klientów. Jest to chyba zorganizowana przez kogoś akcja, bo większość komentarzy jest z tego samego okresu (Ok. rok temu). Gdzie leży prawda? Pozdrawiam.

    1. Cześć Tommy,
      Dzięki za miłe słowa 😊 Jak odpowiadałem już kilka razy na podobne komentarze – też chciałbym wrzucać więcej wpisów, ale research i przygotowanie wpisu zajmuje mi niestety sporo czasu. Oprócz prowadzenia bloga pracuję, po godzinach piszę artykuły dla innych portali i mam masę zwykłych obowiązków, a doba to tylko 24 godziny 😉
      Jeśli chodzi o tożsamość adwokata – też się nad tym trochę głowiłem, ale uznałem, że nawet jeśli dokopałbym się do jego prawdziwej tożsamości, to i tak nie mógłbym jej podać, bo nie chcę narażać się na pozew 😉 Faktycznie, praktycznie wszystkie rzetelne źródła określają go jako Jana W. albo J.W., ale gdzieś (chyba w komentarzach na Facebooku czy YouTube) widziałem kilka razy info o Jacku W.
      Biorąc pod uwagę, że każdy mógł taki komentarz napisać, nie wierzyłbym jakoś szczególnie, że to imię jest właściwe.
      Pozdrawiam!

        1. Mam do Pani pytanie, zajmuje się ta sprawa od jakiegoś czasu, nie chce podawać tutaj adresu, jednak jeżeli to ta sama ulica na Białołęce na której mieszkał w 2000 roku , proszę o potwierdzenie. Jeżeli nie miałaby Pani nic przeciwko prosiłbym o kontakt ze mną. Zależy mi na rozwiązanie tej przykrej sprawy.

  2. Ucięło w tekście dalszą część zdania „[…]Dzwonił nawet do”.
    A rak to oczywiście wielkie dzięki, uwielbiam czytać tego bloga!

    1. Cześć Ann,
      Dzięki za komentarz i miłe słowa 🙂
      Już od ładnych kilku miesięcy planuję zacząć nagrywanie, ale brakuje zawsze czasu. To jest moje postanowienie na przyszły rok, żeby w końcu ruszyć z podcastem 🙂
      Pozdrawiam!

  3. Historia skojarzyła mi się że sprawą zaginięcia Blanki Rota. Młoda dziewczyna uwikłana w romans z dużo starszym prawnikiem, zaginięcie i bezkarny prawdopodobny sprawca.

    1. Cześć Aga K.,
      Dzięki za komentarz! Czytałem kiedyś o historii Blanki i przy przygotowywaniu sprawy Katarzyny sobie o niej przypomniałem. Widzę, że nie tylko ja miałem takie skojarzenie 🙂
      Prędzej czy później opiszę zresztą wspomnianą historię, bo jest równie bulwersująca.
      Pozdrawiam!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dziewiętnaście − piętnaście =