14 sierpnia 2008 roku na pokładzie kontenerowca BBC Ecuador, stojącego u wrót portu Galveston niedaleko Houston w Teksasie, rozegrał się scenariusz, który do dziś spędza sen z powiek śledczym i rodzinie. Polak, 28-letni marynarz Piotr Piela, po prostu rozpłynął się w powietrzu. Zostawił w kabinie wszystkie rzeczy osobiste, w tym telefon komórkowy. Od tamtej pory minęło osiemnaście lat, a w rodzinnym domu w Zgorzelcu jego pokój wciąż wygląda dokładnie tak, jakby Piotr wyszedł z niego tylko na chwilę. Co naprawdę wydarzyło się tamtej ciepłej, sierpniowej nocy zaledwie 70 metrów od amerykańskiego brzegu?
Spis treści
ToggleChłopiec, który trenował krok marynarza

Piotr urodził się 12 grudnia 1980 roku w dolnośląskim Zgorzelcu. Wychowywał się na pograniczu, gdzie polskie miasto i niemieckie Görlitz tworzą tzw. Europastadt, rozdzielone jedynie Nysą Łużycką. Od najmłodszych lat woda i statki były największą obsesją chłopaka. Jako czterolatek zaczął chodzić w specyficzny sposób – kołysząc się na boki ze sztywnymi nogami. Zaniepokojona matka, Joanna, zabrała chłopca do ortopedy. Lekarz usłyszał wtedy od malucha zaskakujące wyjaśnienie: nie miał problemów z motoryką – on po prostu trenował chód na rozkołysanym pokładzie statku, by nie wypaść za burtę.
Piotr konsekwentnie dążył do celu. Po szkole średniej rozpoczął studia na wydziale nawigacji Akademii Morskiej w Szczecinie. Bliscy zapamiętali go jako wysportowanego, bystrego, oczytanego młodego człowieka, który potrafił bez końca opowiadać o swojej morskiej pasji. Jednak jego debiutancki, półroczny rejs w okolice Singapuru w październiku 2002 roku zmienił wszystko.
Problemy po pierwszym zagranicznym rejsie

Po powrocie z pierwszej dalekiej podróży Piotr stał się milczący, zamyślony i niespokojny. Zmagał się z bezsennością, nałogowo palił. Matka wspominała, że potrafił budzić się w nocy, krzycząc w panicznym lęku: „nie wpuszczaj ich tu!”. Rozmowa z zaufaną znajomą, która była prokuratorem, ujawniła, że podczas rejsu na statku wydarzyło się coś traumatycznego. Z powodu złego stanu psychicznego Piotr wziął urlop dziekański.
Choć lekarz postawił wówczas diagnozę schizofrenii i przepisał leki, rodzina uważała, że to pójście na skróty – Piotr potrzebował psychoterapii, a nie silnych farmaceutyków. Sytuację skomplikował fakt, że matka pomogła mu uzyskać kategorię wojskową D, co uchroniło go przed poborem, ale jednocześnie zamknęło drogę do powrotu na studia dzienne. Piotr miał o to do niej głęboki żal. Ostatecznie przeniósł się na studia zaoczne i wrócił do pracy na statku. Odbył łącznie siedem rejsów i wydawało się, że najgorsze minęło – z kolejnych wypraw wracał radosny, szczęśliwy i spełniony.
Kolejna wyprawa i zły omen

Ósma podróż Piotra miała rozpocząć się 30 lipca 2008 roku na norweskim statku handlowym BBC Ecuador. Trasa wiodła z Brazylii do Stanów Zjednoczonych, a jednostką dowodził polski kapitan, którego Piotr dobrze znał. Jednak przed wypłynięciem pojawiły się niepokojące sygnały. Na statku część załogi mieli stanowić koledzy z pierwszego, traumatycznego rejsu do Singapuru. Matka jest przekonana, że Piotr czuł się zagrożony i uciekał przed tymi ludźmi.
Kilka tygodni przed rejsem młody żeglarz zwrócił się z zaskakującym pytaniem: „Mamo, a jakbym tak został misjonarzem?”. Joanna odpowiedziała, aby robił to, co uważa za słuszne. Z policyjnych ustaleń wynikało później, że chłopak rzeczywiście szukał w internecie informacji o misjach. Tuż przed wyjazdem, paląc papierosa z ciocią, Piotr wyznał: „Coś bym ci powiedział, ale wypaplasz”. Rozmowy nigdy nie dokończono.
Gdy Piotr był już na morzu, w rodzinnym domu w Zgorzelcu wydarzył się incydent, który Joanna odczytała jako zły omen. W kuchni zauważyła szarobrązowy kubek syna. Naczynie lśniło czystością. W ich domu panował zwyczaj, że matka jedynie przepłukiwała kubek z fusów, a Piotr mył go sam po powrocie. Widok czystego kubka wywołał u kobiety nagłe, kłujące uczucie niepokoju. Chciała zadzwonić do syna, ale uznała to za niedorzeczne. Kilka dni później, 15 sierpnia 2008 roku, w ich domu zadzwonił telefon.
Co wydarzyło się w Galveston?
13 sierpnia 2008 roku statek zacumował w Corpus Christi w Teksasie. Piotr prosił kapitana o zejście na ląd, ale spotkał się z odmową. Dzień później, 14 sierpnia, kontenerowiec zakotwiczył na redzie w pobliżu Galveston, zaledwie 70 metrów od brzegu.
O 6:00 rano Piotr miał objąć wachtę. Ponieważ słynął z punktualności, jego nieobecność natychmiast zaalarmowała kolegów. Kiedy weszli do jego kabiny, nikogo tam nie było. Wszystkie rzeczy osobiste – ubrania, dokumenty morskiej agencji oraz telefon komórkowy – pozostały na miejscu. Przy burcie statku odnaleziono jedynie porzucony kapok.
Mimo natychmiastowych poszukiwań ze strony amerykańskiej straży przybrzeżnej, po Piotrze nie było śladu. Niespełna dwa tygodnie później do Zgorzelca odesłano jego walizkę. Choć brakowało w niej portfela, dowodu osobistego i karty kredytowej, na jego koncie bankowym nigdy nie zarejestrowano żadnych transakcji ani wypłat.
Samobójstwo czy ucieczka w nieznane?

Amerykańscy detektywi szybko uznali sprawę za samobójstwo. Rodzina kategorycznie odrzuca tę wersję. Piotr doskonale pływał, a odległość do brzegu wynosiła zaledwie 70 metrów. Dystans ten bez problemu pokonałby nawet przeciętny pływak. Galveston to port znany z tego, że wielu ludzi decyduje się na skok do wody, by uciec i realizować „amerykański sen”.
Czy Piotr uciekł, żeby dołączyć do misjonarzy? Na trasie rejsu działało wiele takich organizacji. Matka zaginionego, która dwukrotnie poleciała do Houston na własną rękę, natrafiła na kilka niezwykłych tropów:
- w polskim kościele w Houston widziano młodego człowieka w kapturze, który odpowiadał rysopisowi Piotra;
- polski ksiądz w San Antonio na historię o zaginionym Polaku zareagował przeszywającym, długim spojrzeniem i obiecał, że przekaże chłopakowi, by odezwał się do matki;
- inny duchowny miał rzekomo pomóc Piotrowi w zdobyciu pracy w San Antonio;
- amerykański sędzia zasugerował, że Piotr może celowo unikać kontaktu z bliskimi, obawiając się namierzenia i deportacji z USA.
Podczas pobytu w San Antonio Joanna dostrzegła na ulicy chłopaka, którego budowa ciała, pochylona głowa i specyficzny krok idealnie pasowały do jej syna – dopiero gdy podeszła blisko, okazało się, że to ciemnoskóry mężczyzna. To spotkanie było dla niej głębokim wstrząsem.
Pokój, w którym nic się nie zmieniło
Dziś życie rodziny Pielów toczy się w cieniu tej tragedii. Młodszy brat Paweł mieszka w Irlandii i stracił już nadzieję, uznając hipotezę o przeżyciu brata za mrzonkę. Ojciec ma poważne problemy ze słuchem i implanty słuchowe, a matka przeszła kilka operacji kręgosłupa. W ciągu osiemnastu lat od zaginięcia zmarły obie babcie Piotra. Odszedł także jego ukochany pies Ogryzek, którego Piotr przyniósł jako szczeniaka i który bezskutecznie czekał na niego przez 16 lat.
Jednak pokój Piotra w Zgorzelcu pozostaje nienaruszony. Na biurku leżą niedopalone papierosy, czapka marynarska oraz otwarta i niedokończona książka. Joanna wciąż delikatnie ściera z nich kurze, starając się, aby nie przestawić żadnego przedmiotu.
Rysopis zaginionego i apel o kontakt
Piotr Piela w chwili zaginięcia miał 28 lat (urodził się 12 grudnia 1980 roku).
- wzrost: 180 cm
- budowa ciała: szczupła, waga ok. 80 kg
- wygląd: niebieskie oczy, ciemne włosy (brunet)
- znaki szczególne: blizna po operacji na klatce piersiowej, tatuaż ze smokiem na prawym ramieniu (który przed ostatnim rejsem zaczął usuwać we Wrocławiu).
Jeśli posiadasz jakiekolwiek informacje mogące pomóc w ustaleniu losów Piotra Pieli, skontaktuj się z Wydziałem Kryminalnym KPP w Zgorzelcu lub najbliższą jednostką policji.
Podobał Ci się artykuł? Oceń go!
Średnia ocena: / 5. Ilość ocen:
Na razie brak ocen. Bądź pierwszy!
Aż tak źle? 😉
Będę wdzięczny za informację, skąd tak niska ocena. Dzięki temu będę mógł poprawić artykuł i uniknę podobnych błędów w przyszłości.
Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować
Piotr Drabik – zagadkowe zaginięcie genialnego naukowca na Hawajach
Rodzina Bogdańskich – zagadkowe zaginięcie pięciu osób spod Łodzi
Michał Delewski – zagadkowe zaginięcie po imprezie
Andrzej Prostak – zagadkowe zaginięcie i tajemnica czerwonego Poloneza
Wanda Szeptun – zagadkowe zaginięcie nad Jeziorem Nyskim
Mariusz Perdek – tajemnicze zaginięcie na moście i dziwny telefon od znajomego
Ernestyna Wieruszewska i Anna Semczuk – zaginięcie licealistek w Zakopanem
Katarzyna Domeracka – za zaginięcie 16-latki odpowiadał adwokat o pedofilskich skłonnościach?
Ania Jałowiczor – zaginięcie 10-latki po balu karnawałowym
Wojciech Gorzkowski – tajemnicze zaginięcie i kradzież na stacji paliw
Z niecierpliwością czekasz na kolejny wpis? Zapraszam na fanpage'a na Facebooku, gdzie wrzucam info o nowych artykułach!
Sprawdź też, jak możesz wspomóc mojego bloga :)