Kazimiera Zaremba – bulwersujące zaginięcie 79-latki w Wilnie

Ostatnia modyfikacja: 24 listopada 2023

()
Kazimiera Zaremba
Kazimiera Zaremba

Mało jest tak zagadkowych i tragicznych spraw jak zaginięcie Kazimiery Zaremby. Kobieta pojechała na pielgrzymkę do Wilna razem z wieloma osobami, które wcześniej znała i spotykała regularnie w kościele. Organizatorem wyjazdu był zaś ksiądz, któremu bezgranicznie ufała. Przerażające jest to, że wszystkie te osoby zawiodły panią Kazimierę. Została ona sama w obcym kraju, bez znajomości języka oraz możliwości skontaktowania się z bliskimi.

Kazimiera Zaremba mieszkała w Bełchatowie (województwo łódzkie). 79-latka była bardzo religijna. Praktycznie codziennie pojawiała się w kościele. Była też uważana za osobę towarzyską. Nie dziwi więc to, że zawsze cieszyła się na możliwość wzięcia udziału w pielgrzymce. Tym bardziej, że ich organizacją zajmował się najczęściej zaprzyjaźniony ksiądz Piotr Kotas.

Mężczyzna był wikarym w parafii pani Kazimiery. Bliscy wspominają, że kobieta traktowała go jak dobrego przyjaciela, a nawet wręcz syna czy wnuka. Bardzo też mu ufała. Ksiądz często odwiedzał 79-latkę w jej domu. Spotkał się z nią nawet w dniu poprzedzającym pielgrzymkę do stolicy Litwy, Wilna. Najbliżsi mieli obawy co do wyjazdu 79-latki. Nigdy wcześniej nie wyjeżdżała ona za granicę. Kobieta bardzo jednak chciała pojechać, by zobaczyć kaplicę ostrobramską ze słynnym obrazem Matki Boskiej. Rodzina zaakceptowała więc ostatecznie tę decyzję.

Wyjazd do Wilna

Wilno, stolica Litwy
Wilno, stolica Litwy

Pielgrzymka licząca kilkudziesięciu wiernych, księdza-organizatora oraz przewodniczkę wyruszyła w drogę autokarem wczesnym rankiem w piątek, 28 września 2012 roku. W nocy z piątku na sobotę uczestnicy spędzili noc w Augustowie. Kazimiera Zaremba już wówczas zachowywała się dziwnie według relacji kobiet, z którymi dzieliła wówczas pokój. 79-latka podobno obudziła się w środku nocy i chciała wracać do domu. Koleżanki miały wrażenie, że zupełnie nie wie, gdzie jest. Podobno nie spały w nocy, bojąc się, że Zaremba opuści pokój. Nie zgłosiły jednak tego incydentu bliskim.

Kolejnego dnia pielgrzymi wyruszyli w drogę bezpośrednio do Wilna. Na sobotę zaplanowano najważniejsze wydarzenie całej wyprawy, czyli mszę w kaplicy Matki Boskiej Ostrobramskiej. Według osób, które uczestniczyły w nabożeństwie, pani Kazimiera zajęła miejsce blisko wyjścia. W pewnym momencie kobieta opuściła jednak kaplicę. Niektórzy twierdzili, że poszła szukać toalety. Zdaniem innych chciała kupić znaczki lub widokówki. Pewne jest natomiast, że gdy msza się skończyła, to 79-latki nie znaleziono w kaplicy ani jej pobliżu.

Zaginięcie pani Kazimiery

Kazimiera Zaremba
Kazimiera Zaremba

Uczestnicy pielgrzymki zaczęli szukać zaginionej. Według jednych trwało to jakieś pół godziny, inni mówili o około piętnastu minutach. Podobno zaczęły się pojawiać głosy, że wierni przyjechali do Wilna, żeby zwiedzać, a nie szukać pani Kazimiery. Atmosfera zrobiła się nerwowa. Ksiądz Piotr zadecydował ostatecznie, że wycieczka pojedzie dalej. Nikt nie sprzeciwił się tej decyzji. Szokujące jest też to, że nie zawiadomiono lokalnej policji.

Ksiądz zadzwonił natomiast na numer telefonu Kazimiery Zaremby. Komórkę odebrała jednak starsza córka zaginionej, która z nią mieszkała. Okazało się, że 79-latka zostawiła telefon w domu. Bliscy zaniepokoili się niespodziewanym telefonem. Byli też zaskoczeni postawą wikarego oraz uczestników wyjazdu. Wyglądało na to, że nie przejęli się oni specjalnie całą sytuacją.

Najsmutniejsze jest to, że jakąś godzinę później na parkingu, z którego odjechał autokar, pojawiła się zaginiona starsza kobieta. Wyglądała na zdezorientowaną. Łapała za klamki różnych pojazdów, próbując wejść do środka. Wiemy to, ponieważ zachowało się nagranie z monitoringu. Gdyby współtowarzysze podróży poświęcili trochę więcej czasu i energii na poszukiwania, to prawdopodobnie wszystko zakończyłoby się szczęśliwie.

Nagrania z monitoringu

nagranie z monitoringu ze stacji benzynowej
nagranie z monitoringu ze stacji benzynowej

Podczas gdy wierni, jak gdyby nigdy nic, zwiedzali największe litewskie miasto, pani Kazimiera błąkała się po jego ulicach. Kamery na stacji benzynowej oddalonej o około sześć kilometrów od miejsca zaginięcia zarejestrowały kobietę. Miało to miejsce w nocy z soboty na niedzielę około godziny 3:00. Kobieta weszła do środka i poprosiła o rumianek. Wiemy to, ponieważ pracująca tam kobieta mówiła po polsku i przekazała tę informację śledczym poszukującym Zaremby.

Zastanawiające wydaje się to, że stacja benzynowa było oddalona o około 6 kilometrów od kaplicy, w której odbywało się nabożeństwo. Bliscy pani Kazimiery twierdzą, że nie dałaby rady przejść tak długiej trasy. Spekuluje się, że ktoś mógł podwieźć kobietę samochodem albo skorzystała ona z komunikacji miejskiej. Nie wiemy jednak, jak było w rzeczywistości.

Wilno, czyli miasto, w który zaginęła pani Kazimiera
Wilno, czyli miasto, w który zaginęła pani Kazimiera

79-latkę odnaleziono też na jeszcze jednym nagraniu z kamery. W niedzielę 30 września około 9:00 rano widzimy, jak kobieta podchodzi do dozorcy jednej z litewskich kamienic. Pani Kazimiera nie miała jednak wówczas na sobie płaszcza, torebki ani okularów, które zawsze nosiła. To wszystko wydaje się bardzo dziwne. Kobieta musiała być najpewniej przemarznięta, ponieważ zaczęła się jesień. W szczególności noce i poranki stają się wówczas chłodne, zwłaszcza dla kogoś, kto nie ma żadnego okrycia wierzchniego.

Mężczyzna, którego zaczepia starsza pani, nie jest jednak pomocny. Może to wynikać z bariery językowej, ponieważ pani Kazimiera nie zna litewskiego. Dozorca ignoruje kobietę, która wkrótce odchodzi. Później śledczym udało się dotrzeć do mężczyzny. Powiedział, że prawdopodobnie kobiecie z Polski było zimno. Nic więcej nie wiedział. Jest to ostatnie nagranie z monitoringu, na którym odnaleziono zaginioną. Jej dalsze losy od tego momentu pozostają zagadką.

Karygodne zachowanie księdza Piotra i innych uczestników wycieczki

Kazimiera Zaremba
Kazimiera Zaremba

Tymczasem 30 września, czyli w dniu, gdy pani Kazimiera jest widziana na nagraniach z monitoringu po raz ostatni, wycieczka wraca do Bełchatowa. Nikt nie kontaktuje się jednak z rodziną ani nie próbuje w żaden sposób pomóc. Wszyscy udają, że nic złego się nie wydarzyło. Bulwersuje w szczególności zachowanie księdza, który wcześniej często odwiedzał kobietę i miał z nią bardzo bliską relację. Teraz zupełnie dystansuje się od tej przykrej sytuacji.

Wikary w końcu pojawia się w mieszkaniu pani Kazimiery. Przynosi wówczas rzeczy, które zostawiła ona w autokarze. Informuje też rodzinę, że kobieta sama chciała zniknąć. W żaden sposób nie potrafi okazać nawet resztki empatii i współczucia. Kilka miesięcy po zaginięciu Piotr Kotas trafia zaś do innej parafii, której zostaje proboszczem. Mężczyźnie z pewnością nie spodobał się szum medialny wokół sprawy oraz jego osoby. Chciał po prostu uciec jak najdalej od konsekwencji swojej bierności i bezduszności.

Poszukiwania zaginionej Kazimiery Zaremby

Kazimiera Zaremba
Kazimiera Zaremba

Rodzina zaginionej wie, że musi działać. Bliscy kontaktują się z policją litewską. Śledczy docierają do wspomnianych wcześniej nagrań z monitoringu. Sprawdzone zostają wileńskie szpitale, domy opieki i inne placówki, do których mogłaby trafić 79-latka. Policja przeszukuje również okolicę, w jakiej zaginęła i była później widziana kobieta. Śledczy sprawdzają także wykaz osób, które zmarły tuż po zaginięciu. W szczególności weryfikowane są te o niezidentyfikowanej tożsamości. Nigdzie jednak nie ma śladu po pani Kazimierze.

Sprawę nagłaśniają media – zarówno litewskie, jak i polskie. Szum medialny, jaki powstaje wokół zaginięcia, niestety nie prowadzi do żadnego przełomu. Nie pomagają też plakaty, które zostają rozwieszone w całym mieści. Rodzina jest zrozpaczona. Bliscy chcą, by zostały pociągnięte do odpowiedzialności osoby, które organizowały wyjazd. Zgłaszają prokuraturze możliwość popełnienia przestępstwa. Prokuratura odmawia jednak wszczęcia postępowania w tej sprawie. Stwierdza, że organizator wycieczki nie popełnił żadnych uchybień.

W 2019 roku córki zaginionej udały się na Litwę. Miały wówczas okazję odwiedzić te same miejsca, w których była widziana ich matka. Przede wszystkim jednak kobiety pojechały, by zapoznać się z katalogiem zmarłych na Litwie o nieustalonej tożsamości. W żadnej z tych osób nie rozpoznały jednak pani Kazimiery.

Co stało się z Kazimierą Zarembą?

Zgodnie z teorią, w którą najbardziej wierzą śledczy, zaginiona może nadal żyć. Przypuszcza się, że mogła zostać przygarnięta przez kogoś, kto zlitował się nad przerażoną i zziębniętą kobietą. Jeżeli jednak tak się stało, to dlaczego osoba ta, nie zgłosiła policji tego faktu?

Inny scenariusz jest taki, że kobieta zmarła krótko po zniknięciu. Mogła umrzeć z przyczyn naturalnych (głodu, pragnienia lub hipotermii). Istnieje też możliwość, że kobieta uległa jakiemuś wypadkowi, w wyniku którego zmarła.

Nie można też wykluczyć, że ktoś pozbawił panią Kazimierę życia. Ta opcja wydaje się dla mniej osobiście jednak mało prawdopodobna. Kobieta nie miała już bowiem przy sobie torebki ani żadnych innych wartościowych przedmiotów (tak przynajmniej wynika z ostatniego nagrania monitoringu). Jaki inny motyw mógłby mieć ewentualny zabójca?

Wszystko są to jednak przypuszczenia. Pewne jest natomiast to, że rodzina do dziś nie poznała niestety prawdy. Bliscy do dziś mają nadzieję, że panią Kazimierę uda się odnaleźć żywą. Z każdym rokiem szanse na to niestety maleją. Obecnie kobieta miałaby 90 lat.

Podobał Ci się artykuł? Oceń go!

Średnia ocena: / 5. Ilość ocen:

Na razie brak ocen. Bądź pierwszy!

Aż tak źle? 😉

Będę wdzięczny za informację, skąd tak niska ocena. Dzięki temu będę mógł poprawić artykuł i uniknę podobnych błędów w przyszłości.

Z niecierpliwością czekasz na kolejny wpis? Zapraszam na fanpage'a na Facebooku, gdzie wrzucam info o nowych artykułach!
Sprawdź też, jak możesz wspomóc mojego bloga :)

Komentarze:

  1. Zapewne pani Kazimiera miała już problem z demencją, chciała w nocy opuścic pokój podczas mszy była bliżej wyjścia aniżeli pozostali, nikt od tak z tych starszych osób które nie miało by problemów z pamięcią nie wyszedł by przed końcem mszy i oddalił się w tak znacznym kierunku , gdyby nawet pani Kazimiera oddaliła się, potem przyszła na przystanek, autobusu już wtedy nie było to mogła by nawet na Litwie z innym językiem na tej stacji gdzie ekspedientka mówiła po Polsku , nie prosić o rumianek a na przykład poprosić o telefon do Polski, do rodziny poinformować o tym że autobus odjechał a ona została sama . Nic takiego nie zrobiła, a poprostu poprosiła o rumianek, może miała jeszcze nie zdjagnozowanego Alzheimera? Na drugi dzień nie miała przy sobie torebki ani płaszczu. Jeśli miała problemy z pamięcią to mogły się stać z nią różne rzeczy. Zachowanie księdza oraz pozostałych pielgrzymów woła o pomstę do nieba…. Oni poprostu od tak wyjechali sobie w kierunku Polski, to tak jakby chcieli się jej pozbyć, może nikt tam specjalnie jej nie lubił? Ale w to wątpię, Ksiądz ten to nie ma raczej nic wspólnego z człowieczeństwem i sumieniem. Podsumowując cała ta pielgrzymka to ja nie wiem czy tam była chociaż jedna osoba porządna, jakby była chociaż jedna to nie pozwoliła by odjechać autobusowi wprost do Polski bez jednej z osoby zostawiając ją w obcym kraju gdzie do z Bełchatowa do wilna mamy ponad 600 kilometrów. Brak słów

  2. Bardzo smutna historia. Pani Kazimiera musiała mieć już pewne problemy z demencją lub wyjazd w obce miejsce, spowodował pewne zaburzenia. Jest dla mnie niepojęte, że nikt nie zareagował na jej zniknięcie w choć trochę odpowiedni sposób – ani ksiądz, ani przewodnik wycieczki, ani pielgrzymi. Chciałabym wiedzieć, co mieli na ten temat do powiedzenia. Nie wiem, czy można było komuś postawić jakiś zarzut prawny. Pani Kazimiera w świetle prawa, była traktowana jak każda inna dorosła osoba a nie chociażby dziecko. Szkoda również, że nikt z mieszkańców jej w jakiś sposób nie pomógł. Starsza kobieta, zdezorientowana, a jeszcze bez odzienia, powinna zwrócić ich uwagę. Tym bardziej, że rzeczywiście w Wilnie spotkamy sporo ludzi potrafiących w jakiś sposób porozumieć się w języku polskim. Chociażby kobieta na stacji benzynowej… Pani Kazimiera z drugiej strony w żaden sposób nie próbowała zakomunikować jej, co mogło się stać. To, że wróciła w miejsce odjazdu autobusu… Tyle było szans, żeby ten dramat się tak nie rozegrał.

    1. Ich zachowanie tez jest trochę dziwne, Pani Kazimiera zaginęła w 2012 roku a córki pojechały na Litwę dopiero 7 lat później zamiast zrobić to od razu. Co do księdza i reszty „pielgrzymów” to nawet mi się nie chce komentować bo musiałabym użyć niecenzuralnych słów…

  3. Odkryłam ten blog dzisiaj i od 3 godzin nie mogę przestać czytać. Jak zwykle nie czytam blogów to tu się wkręciłam potężnie, świetnie opisujesz te sprawy😁 Także no pisze pod ostatnim postem bo chciałam Ci powiedzieć jak zarąbista robotę robisz pozdrawiam miłego wieczoru hehe

  4. Może to wcale nie było tak jak wszyscy myślą ? Ksiądz powiedział, że p. Kazimiera sama chciała odejść. Skoro był jej przyjacielem może wiedział coś więcej niż my ? Może to wszystko było zaplanowane ?

    1. Jeśli tak było, to po co wróciła na parking i szukała autobusu? Tak czy inaczej, nie powinni odjeżdżać bez tej pani.

  5. Bardzo przykra sprawa :(.
    Tu jest dużo pytań na które ciężko będzie znaleźć odpowiedź.
    Nie skomentuję postawy księdza i innych wiernych, bo na to brakuje słów. I mówię tutaj o tym, że nikt specjalnie długo nie czekał, nie przejął się, po powrocie zachowanie, jakby nic się nie wydarzyło.

    Dlaczego znajome pani Zaremby dzielące z nią pokój nie zgłosił nikomu faktu jej niepokojącego zachowania (wtedy był czas, żeby zapobiec temu, co stało się później)?
    Co stało się z torebką, płaszczem, okularami Pani Kazimiery? Ktoś ją okradł? Sama je gdzieś zgubiła/zostawiła i zapomniała zabrać (jeżeli to początki zaburzeń na tle neurologicznym, to wszystko jest możliwe)? Jeżeli Pani Kazimiera zgubiła np torebkę to co się z nią tj.torebką stało? Nikt na nią nie natrafił? Na pewno były tam jakieś dokumenty (dowód), jeżeli ktoś znalazł, to czemu nie zgłosił służbom? Bo ciężko mi sobie wyobrazić, żeby torebka czy płaszcz ot tak rozpłynęły się w powietrzu (chyba, że doszło do kradzieży, to wtedy nie ma się co dziwić, że nikt nie zgłosił…).
    Jeżeli założymy, że panią Kazimiere ktoś przygarnal, ktoś z dobrymi intencjami, to czemu trzymał to w tajemnicy przed policją? Ale to też się, za przepraszeniem, kupy nie trzyma. Bo ktoś wziął do domu obcokrajowca i tak jakby nigdy nic zaczęli wspólnie żyć? Z taką barierą językową? I nikt z otoczenia (sąsiedzi, bliscy) przygarniającego by tego nie zauważył?
    Mało prawdopodobne.
    Może jednak pani Kazimiera zawędrowała/ktoś ją podwiózł w jakieś odludne miejsce, gdzie – niestety – zmarła i dlatego nie znaleziono zwłok?
    Ta kobieta miałaby teraz 90 lat. Nie wydaje mi się, żeby żyła, choć ludzie i 100 lat potrafią dożyć. Ale u pani Kazimiery coś się działo, takie splątanie jest objawem jakiegoś schorzenia, może pod wpływem silnych emocji związanych z wycieczką, coś się u niej niedobrego „uruchomiło”.
    Bardzo chciałabym, żeby kiedyś wyszło na jaw, co się stało. Nie mogę zapomnieć o tej kobiecie :(.

  6. Wszyscy pielgrzymi z księdzem na czele, macie tę kobietę na sumieniu. Odpowiecie za to przed Bogiem. Katolicy za trzy grosze, tacy rozmodleni, uświęceni i dla Boga przemierzą cały świat a tu nie ma nawet zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Jesteście po prostu złymi ludźmi.

  7. Mnie zastanawia sytuacja na stacji że od razu nie zawiadomiono policji, kobieta chciała kupić rumianek gdzie wiadomo że na stacjach nie ma więc już oznaczało coś dziwnego w zachowaniu a skoro pracowała tam Polka mogła dłużej porozmawiać i albo kobieta mogła mieć problemy z pamięcią albo opowiedzieć o pielgrzymce i braku autobusu to tak czy i inaczej można byłob od razu zgłosić policji

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

4 + 3 =