Philip Fraser – podpalony samochód i autostopowicz-morderca?

Ostatnia modyfikacja: 24 listopada 2023

()
Phillip Fraser
Phillip Fraser

Philip Innes Fraser urodził się 3 stycznia 1965 roku w największym mieście Alaski, Anchorage (USA). Rodzice mężczyzny (Robert i Shirley) byli lekarzami. Matka specjalizowała się w neurologii. Ojciec, który pochodził z Filadelfii, był zaś internistą. Mężczyzna mógł się pochwalić bardzo dużym doświadczeniem w leczeniu gruźlicy. Dzięki wiedzy i praktyce został zresztą dyrektorem stanowego centrum dedykowanego walce z tą chorobą. Fraserowie mieli trzech synów: Willa, Roberta Jr. oraz Philipa. Rodzice byli bardzo inteligentni i zdolni, ale ciężko pracowali na swój sukces zawodowy. Dzieciom również starali się wpoić swoje zasady.

Największą pasją bohatera naszej historii była jednak nie nauka, lecz muzyka i literatura. Philip podobno bardzo dobrze grał też na skrzypcach. W 1982 roku Fraser został absolwentem liceum. Wkrótce 17-latek rozpoczął studia w Western Maryland College. Tą samą uczelnię ukończył wcześniej jego ojciec. Po roku młody mężczyzna przerwał natomiast edukację i wrócił do domu.

Postanowił, że nie chce ślepo podążać śladami swoich rodziców. Chciał zastanowić się poważnie nad swoją przyszłością. Bardzo długo nie mógł się zdecydować, w jakim kierunku chce podążać. W 1988 roku Philip postanowił wreszcie, że zacznie studia przygotowujące do zostania lekarzem. Ostatecznie wybrał więc zawód swoich rodziców. 23-latek zmienił natomiast uczelnię. Zdecydował się na Evergreen State College, mający siedzibę w Olympii, czyli stolicy Waszyngtonu (USA). Warto dodać, że stan ten graniczy z Kanadą, co będzie dość istotne dla naszej historii.

Philip wyrusza w długą wyprawę

Anchorage (Alaska, USA) - rodzinne miasto Frasera
Anchorage (Alaska, USA) – rodzinne miasto Frasera

14 czerwca 1988 roku Philip zapakował więc do swojego Volkswagena Jetta (rocznik 1983) większość rzeczy, jakie posiadał. Wczesnym popołudniem mężczyzna wyruszył w długą drogę. Dystans między Olympią a Anchorage wynosił bowiem aż 3700 km. Jednocześnie był to i tak jeden z uniwersytetów, który znajdował się najbliżej rodzinnej miejscowości. Mężczyzna postanowił, że zamiast spania w hotelach lub pensjonatach wybierze bardziej budżetową opcję. Zdecydował, że będzie biwakować.

Pierwszego dnia przyszły student chciał pokonać możliwie jak największy dystans. Po przejechaniu trochę ponad 300 km Fraser zrozumiał jednak, że coś złego dzieje się z jego autem. Zatrzymał się więc w mieście Tok. Była to jedna z ostatnich szans, żeby oddać samochód do naprawy. Najbliższych kilkaset kilometrów miało bowiem prowadzić przez odludne obszary. Awaria na środku tundry w Alasce wprawiłaby w kłopoty nawet doświadczonego podróżnika.

We wspomnianym mieście 23-latek zadzwonił do rodziców i opowiedział o swoich przygodach. Zdradził, że ma zamiar pozostać na kempingu do momentu, aż auto nie będzie w pełni sprawne. Ojciec prosił o podanie większej ilości szczegółów, ale uparty Philip zachował je dla siebie. Rozmowa ta pewnie miałaby inny przebieg, gdyby obie strony wiedziały, że słyszą się po raz ostatni.

Znalezienie podpalonego samochodu

Volkswagen Jetta po podpaleniu
Volkswagen Jetta po podpaleniu

W niedzielę 19 czerwca około 21:30 straż pożarna została wezwana do gaszenia pożaru. Okazało się, że w myjni samochodowej w Prince George (Kolumbia Brytyjska, Kanada) płonęło auto. Po kilku minutach udało się ugasić wrak. Zniszczenia okazały się jednak tak duże, że niemożliwe było zbadanie wnętrza. Również z zewnątrz pojazd był poważnie uszkodzony. Na szczęście udało się szybko zweryfikować model podpalonego samochodu. Okazał się nim – jak być może się domyślacie – Volkswagen Jetta. Podejrzane było to, że auto nie miało tablic rejestracyjnych.

Następnego dnia śledczy ustalili unikalny numer VIN pojazdu. Okazało się też, że samochód nie widniał w bazie jako skradziony. Policjanci udali się więc pod figurujący w kartotekach adres właściciela Jetty. Zastali tam rodziców Philipa. Ci byli zaskoczeni, ponieważ nie mieli pojęcia o pożarze auta. Zaczęli się wówczas jeszcze bardziej niepokoić o syna. Ostatni raz rozmawiali z nim bowiem pięć dni wcześniej, na samym początku jego wyjazdu. Robert i Shirley zgłosili więc zaginięcie mężczyzny. Szybko pojawiła się teoria, że samochód został podpalony najprawdopodobniej po to, aby zniszczyć wszelkie dowody. Funkcjonariusze rozpoczęli wkrótce śledztwo.

Dochodzenie w sprawie zaginięcia Frasera

Prince George (Kanada) - tam znaleziono podpalone auto
Prince George (Kanada) – tam znaleziono podpalone auto

Na początku śledczy chcieli ustalić trasę, jaką miał pokonać Philip. Informacja o zaginięciu trafiła do lokalnych mediów. Niestety na niewiele się to zdało. Detektywi zaczęli sprawdzać stacje benzynowe, sklepy oraz restauracje znajdujące się wzdłuż drogi, którą przebył najprawdopodobniej Fraser. Policjanci liczyli, że uda im się natrafić na świadków, którzy mogliby pomóc w rozwiązaniu zagadki. Było to bardzo żmudne zajęcie. Prowadzący śledztwo musieli pokonać setki, a nawet i tysiące kilometrów.

Trud ten przyniósł rezultaty. Do śledczych zgłosiło się kilka osób. Jedna z nich zeznała, że widziała Philipa w sobotni poranek na kempingu w okolicach jeziora Dease (prowincja Kolumbia Brytyjska, Kanada). Inny świadek miał zauważyć z kolei 23-latka na biwaku jakieś 4,5 godziny od miejsca odkrycia samochodu. Te słowa podtrzymały rodzinę na duchu. Z początku najbliżsi zakładali udział osób trzecich w zaginięciu Frasera. Pojawiła się jednak nadzieja, że mężczyzna mógł z jakichś względów zostawić pojazd i kontynuować wyprawę autostopem albo wypożyczonym samochodem.

Policjanci ustalili również, że w piątek 17 czerwca Fraser przekroczył granicę amerykańsko-kanadyjską. Mężczyzna został zapamiętany przez celników, ponieważ miał przy sobie dwa pistolety. Nie mógł ich jednak zabrać w dalszą drogę. Obywateli Stanów Zjednoczonych obowiązuje bowiem zakaz wwożenia broni palnej na obszar Kanady. Strażnicy graniczni widzieli, jak mężczyzna odjechał po zdeponowaniu swoich pistoletów. Nadal natomiast nie były znane dalsze losy Philipa.

Odnalezienie zwłok zaginionego 23-latka

Przełom nastąpił kilka tygodni później. 27 lipca 1988 roku grupa turystów zatrzymała się na żwirowym terenie tuż przy autostradzie. Jeden z mężczyzn wysiadł z samochodu, by wyprowadzić na spacer czworonoga. Pies zaczął zmierzać po chwili w kierunku zarośli i tam też się zatrzymał. Gdy właściciel podszedł bliżej, zauważył ludzkie zwłoki. Martwy mężczyzna leżał twarzą ku ziemi. Jego ciało miało kilka śladów po kulach. Znalezisko zgłoszono oczywiście policji. Należy dodać, że miejsce znalezienia zwłok było oddalone o około 700 km od porzuconego auta.

Dwa dni później ustalono tożsamość zmarłego. Na postawie dokumentacji dentystycznej potwierdzono, że ciało należało do Philipa Frasera. Oszacowano, że śmierć 23-latka nastąpiła mniej więcej wtedy, gdy odnaleziono podpalony samochód. Policja nigdy nie ujawniła jednak szczegółów autopsji. Nie wiemy więc, ile było ran postrzałowych czy gdzie były one umiejscowione.

Fraser zabiera autostopowicza spod restauracji

Nadal bez odpowiedzi pozostawało pytanie, kto zabił Frasera i dlaczego. Prawdziwym przełomem okazała się relacja Gaye Frocklage, właścicielki lokalnej stacji benzynowej i restauracji. Miejsce to nazywało się ’40 Mile Flats Cafe’ i było oddalone od wspomnianego jeziora Dease o jakąś godzinę drogi autem. Kobieta zeznała, że w sobotę 18 czerwca zauważyła ciemnego pick-upa, który zatrzymał się przed jej restauracją.

Z pojazdu wysiadł mężczyzna, który był najwyraźniej autostopowiczem. Wyglądał podejrzanie i w jego wyglądzie było coś niepokojącego. Mężczyzna wzbudził w Gaye strach w takim stopniu, że kobieta postanowiła dłużej zostać w pracy. Nie chciała bowiem, by jej córka, która pomagała w prowadzeniu biznesu, została sama w lokalu z podejrzanym nieznajomym.

Gdy mężczyzna jadł obiad, pod restaurację podjechał dobrze nam znany Volkswagen Jetta. Philip nie wysiadł jednak z auta. Wydawało się, że czegoś w nim szukał. W międzyczasie tajemniczy mężczyzna skończył posiłek, zapłacił i wyszedł na zewnątrz. Podszedł wówczas do Frasera i zaczął z nim rozmawiać.

Świadkowie przypuszczali, że poprosił o podwiezienie. Mieszkaniec Alaski początkowo nie zgodził się, więc nieznajomy zaczął iść wzdłuż autostrady numer 37. Po chwili Philip ruszył w dalszą trasę. Autostopowicz zaczął wtedy za nim biec. Mężczyzna wpuścił go wówczas do samochodu i odjechał. Właścicielka restauracji oraz jej córka Tina obserwowały całą tą sytuację. Obie miały wrażenie, że nie była to dobra decyzja ze strony Frasera.

Relacje świadków na temat tajemniczego autostopowicza

portrety pamięciowe autostopowicza
portrety pamięciowe autostopowicza

Policja zaczęła więc poszukiwania zagadkowego mężczyzny. Pojawiło się kilku świadków, którzy widzieli autostopowicza na trasie. Ich relacje były zgodne. Mężczyzna miał 20-25 lat, około 175 cm wzrostu i ważył jakieś 100 kg. Jego włosy i oczy były brązowe.

Cechą charakterystyczną był piwny brzuch i zgniłe zęby. Mimo młodego wieku wyglądał na bardzo zaniedbanego, miał zarost i śmierdział. Najprawdopodobniej był w jakiś sposób opóźniony umysłowo, ciągle obgryzał paznokcie i trzymał papierosa między kciukiem a palcem wskazującym, jak skręta.

Świadkowie nie byli w stanie określić narodowości mężczyzny. Co ciekawe dość chętnie opowiadał on nieznajomym o sobie. Historia jego życia brzmiała natomiast za każdym razem inaczej. Jednym mówił, że pracował w przetwórstwie rybnym w Tok na Alasce, innym z kolei, że odwiedzał tam bliskich. Znamienne jest to, że miasto to pojawiło się już wcześniej w naszej opowieści. To właśnie w Tok zatrzymał się bowiem główny bohater dzisiejszej historii, by naprawić swój samochód.

Innym natomiast opowiadał, że jest studentem z Toronto, który wraca autostopem z wesela przyjaciół. Najdziwniejsze jest to, że według kilku świadków mężczyzna przedstawiał się jako Philip Fraser. Twierdził, że jest synem lekarzy i studiuje medycynę. Co więcej widziano go także podobno za kierownicą Volkswagena Jetta. Prawowitego właściciela nikt jednak wówczas nie zauważył.

Kolejny przełom w śledztwie

Phillip Fraser
Phillip Fraser

Na kolejne (i niestety ostatnie) przełomowe wydarzenie policjanci musieli czekać dwa miesiące. Pod koniec lata usłyszeli zeznania Eddiego i Pauline Olson. Małżonkowie mieszkali w małym miasteczku Kitwanga. Znajdowało się ono jakieś 200 km od miejsca, gdzie znaleziono zwłoki Frasera. Ich opowieść rozpoczęła się w sobotni wieczór 18 czerwca.

Olsonowie wracali wówczas do domu. Po drodze zauważyli mężczyznę, który zaparkował na poboczu. Nieznajomy próbował naprawić samochód, ale jego próby były bezskuteczne. Para zaoferowała więc swoją pomoc. Eddie i Pauline odholowali auto pod swój dom. Małżonkowie byli też na tyle gościnni, że zaproponowali mężczyźnie nocleg w swojej piwnicy.

Noc przebiegła spokojnie i kolejnego poranka cała trójka spotkała się na śniadaniu. Nieznajomy mężczyzna był jednak bardzo milczący i nie dał się wciągnąć w konwersację. Powiedział jedynie, że jest synem lekarzy z Anchorage i jutro musi być na zajęciach w Seattle. Ponieważ chciał się tam dostać jak najszybciej, zaproponował, że sprzeda swój samochód. W końcu i tak nie mógł nim jechać.

Eddie był zainteresowany tą nietypową propozycją, ponieważ cena była okazyjna, a auto w całkiem dobrym stanie. Olson chciał jednak wstrzymać się z transakcją do poniedziałku. Chciał bowiem zgodnie z prawem zgłosić zakup pojazdu w urzędzie. Młody mężczyzna zaczął się wtedy denerwować, że nie ma tyle czasu. Złożył jeszcze jedną ofertę. Zaproponował, że zostawi małżeństwu swoje auto w zamian za bilet lotniczy do Seattle. Olsonowie nie zgodzili się na to.

W związku z tym mężczyzna zaczął jeszcze raz sprawdzać stan Jetty. Okazało się tym razem, że była to drobna usterka. Nieznajomy naprawił samochód. Na koniec chciał się jakoś zrewanżować za pomoc. Choć małżonkowie twierdzili, że nie musi tego robić, mężczyzna wyjął z kieszeni dwa portfele. Z jednego z nich wyjął 20 dolarów amerykańskich i wręczył Eddiemu w podziękowaniu za nocleg. Krótko po tym ruszył w dalszą trasę. Miało to miejsce około 9:00 rano. Jakieś 12 godzin później i 480 km dalej odnaleziono podpalony pojazd.

Zakończenie tragicznej historii Philipa Frasera

Michael McGray
Michael McGray

Przypuszcza się, że Olsenowie byli ostatnimi osobami, które widziały tajemniczego autostopowicza. Nigdy nie znaleziono również rzeczy osobistych Frasera. Według niektórych opinii sprawca ukradł tożsamość Philipa. Uważam natomiast, że byłoby to ryzykowne, zwłaszcza w okresie kilku miesięcy po śmierci mężczyzny. O sprawie było bowiem dość głośno. Poświęcono jej też odcinek słynnego programu Unsolved Mysteries.

Do dziś nie wiadomo czy 23-latek zginął tam, gdzie znaleziono jego zwłoki. Być może podrzucono tam jedynie zwłoki. Policja nie ujawniła także nigdy publicznie wszystkich szczegółów sprawy. Śledczy liczyli pewnie, że na tej podstawie będą mogli potwierdzić winę sprawcy, jeśli wpadłby kiedyś w ich ręce. Tak się jednak nie stało.

O ile więc nie ma większych wątpliwości, że autostopowicz był faktycznym mordercą, to do dziś nie udało się poznać jego tożsamości. Często pojawia się teoria, że sprawcą był jakiś kanadyjski lub amerykański seryjny morderca. Najczęściej pojawia się chyba w tym kontekście nazwisko Michaela McGraya.

Zwolennicy tej hipotezy podkreślają, że mężczyzna jest podobny do portretu pamięciowego, choć nie jest to moim zdaniem znaczące podobieństwo. McGray dokonał 12 morderstw w latach 1984-1998, więc zgadzają się również ramy czasowe. Najciekawsze, że jego ofiarami padali nomen omen autostopowicze. Zabójca nie podał jednak nigdy ich nazwisk. Policja zbadała podobno ten trop i wykluczyła udział McGraya. W związku z tym od ponad 30 lat ta sprawa czeka cały czas na rozwiązanie.

Podobał Ci się artykuł? Oceń go!

Średnia ocena: / 5. Ilość ocen:

Na razie brak ocen. Bądź pierwszy!

Aż tak źle? 😉

Będę wdzięczny za informację, skąd tak niska ocena. Dzięki temu będę mógł poprawić artykuł i uniknę podobnych błędów w przyszłości.

Z niecierpliwością czekasz na kolejny wpis? Zapraszam na fanpage'a na Facebooku, gdzie wrzucam info o nowych artykułach!
Sprawdź też, jak możesz wspomóc mojego bloga :)

Komentarze:

  1. Bardzo ciekawa i intrygująca historia. Nie rozumiem zachowania rodziców i tego, że syn lekarzy (zapewne ludzi majętnych) musiał oszczędzać na noclegach, pałętał się gdzieś sam bez kontaktu itd. Ciekawe czy sprawa zostanie kiedykolwiek rozwiązana.

    1. Hej Kassandra, dzięki za komentarz 🙂
      Słuszna uwaga, choć wydaje mi się, że wynikało to z tego, że Philip po prostu nie chciał brać pieniędzy od rodziców i pragnął być możliwie jak najbardziej niezależny.
      Tyle czasu już minęło, że obawiam się, iż może być ciężko. Z drugiej strony dzięki postępowi w kryminalistyce udaje się ostatnio rozwiązać wiele spraw sprzed lat, więc kto wie.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

13 − sześć =