Oakey „Al” Kite – kto go torturował i zabił, realizując diabelsko skuteczny i dopracowany plan?

()
Al Kite
Al Kite

Oakey Albert Kite Jr. urodził się 7 maja 1951 w Nash County w Karolinie Północnej. Jego rodzicami byli Oakey Albert Kite oraz Edith Davis Kite. Małżeństwo miało jeszcze jedno dziecko – córkę Barbarę. Już w młodości Oakey Jr. nie posługiwał się swoim imieniem, lecz pseudonimem „Al”. Robił to prawdopodobnie dlatego, żeby nie mylono go z ojcem, który nosił to samo imię. Oakey Kite senior był uznanym trenerem psów i współwłaścicielem firmy Oakey and Hunter Grove. Edith Davis Kite zajmowała się wychowaniem dzieci. Zmarła w styczniu 1970 roku, w wieku zaledwie 48 lat. Jej syn miał wówczas 18 lat.

Edukacja i początki kariery zawodowej Ala

Oakey "Al" Kite
Oakey „Al” Kite

Al wychowywał się w hrabstwie Halifax w Karolinie Północnej. Uczęszczał do liceum w Weldon. Jego najlepszą szkolną przyjaciółką była wówczas Gail Kay. Kite kontynuował edukację w Atlantic Christian College w Wilson, czyli mieście oddalonym o około godzinę jazdy samochodem. Kierunkiem, który wybrał, była administracja biznesowa.

W 1971 roku Al rozpoczął pracę w Stone & Webster. Była to duża firma świadcząca usługi inżynieryjne. Mężczyzna zajmował tam różne stanowiska podczas trzydziestu jeden lat, jakie tam spędził. Kite przeprowadzał się kilka razy i pracował w oddziałach firmy w Massachusetts, Teksasie, Nowym Jorku, Nevadzie, Wyoming i Tennessee. W pewnym momencie Al przeniósł się nawet do Algierii, gdzie nadzorował jeden z projektów.

Życie prywatne Oakeya

W 1976 roku Kite poślubił wspomnianą już wcześniej przyjaciółkę ze szkoły średniej, Gail Kay. Kobieta miała z poprzedniego związku córkę Julie. Al traktował ją jak własne dziecko. Małżeństwo nie przetrwało natomiast próby czasu i zakończyło się rozwodem w 1988 roku. Byli partnerzy utrzymywali jednak dobre relacje. Kite angażował się też nadal w wychowanie Julie.

Na początku lat 90. Al został kierownikiem ds. procedur księgowych w Kalifornii. Jego klientami były duże firmy takie jak Lawrence Livermore National Laboratories, Bay Area Rapid Transit czy międzynarodowe lotnisko w San Francisco. W 1998 roku pojawiła się propozycja przeprowadzki do Kolorado, z której Al chętnie skorzystał.

Przenosiny Kite’a do Kolorado

Aurora, Kolorado
Aurora, Kolorado

Mężczyzna zamieszkał w Aurorze. Jest to trzecie co do wielkości miasto stanu Kolorado, którego populacja liczy blisko 400 tys. mieszkańców. Aurora jest też częścią obszaru metropolitalnego Denver, czyli stolicy i zarazem największego miasta tego stanu. Al kupił dwupiętrowy dom, który był zdecydowanie zbyt duży dla niego samego. Po przeprowadzce mężczyzna przekształcił piwnicę w odrębne mieszkanie, by wynajmować je lokatorom. Dzięki temu mógł szybciej spłacić kredyt hipoteczny, wykorzystując przestrzeń, której i tak nie używał.

W 2002 roku Al nieoczekiwanie stracił pracę. Szybko jednak udało mu się znaleźć zatrudnienie w firmie konsultingowej Carter-Douglas. W nowej pracy dał się poznać jako osoba życzliwa i zawsze pomocna. Czas wolny mężczyzna spędzał często na zewnątrz. Chętnie grał w golfa, jeździł na nartach i wędrował po górskich szlakach, korzystając z uroków mieszkania w Kolorado. Al wiódł dość spokojne życie aż do 2004 roku, w którym miało miejsce kilka istotnych wydarzeń.

Nowy związek i lokator

dom Ala
dom Ala

Po pierwsze mężczyzna zaczął spotykać się z Lindą Angelopulos. Choć z początku nie zapowiadało się, że ich związek będzie poważny, to z biegiem czasu takiego właśnie charakteru nabrał. Na początku 2004 roku lokator, który od kilku lat mieszkał u Ala, zadeklarował, że nie chce przedłużyć umowy najmu. Tak też się stało i mężczyzna wyprowadził się w maju 2004 roku. Kite zaczął wówczas szukać nowego najemcy. Na początku umieścił ogłoszenie w lokalnych gazetach.

19 maja 2004 roku do Kite’a zgłosił się pierwszy kandydat. Był nim mężczyzna, który przedstawił się jako „Robert”. Poinformował, że chciałby się wprowadzić tak szybko, jak to możliwe. Był skłonny wpłacić kaucję oraz czynsz za pierwszy miesiąc. Al opowiedział Lindzie o potencjalnym najemcy. Podobno właśnie przeprowadził się ze wschodniego wybrzeża i zaczął pracę w firmie Wells Fargo. Tymczasowo zatrzymał się u swojej siostry, ale chciał wynająć własne mieszkanie.

Co ciekawe dziewczyna Kite’a nigdy nie poznała tajemniczego mężczyzny. Raz pojawiła się w domu Ala, gdy przyszły lokator też się tam znajdował. Musiała jednak skorzystać z toalety, a gdy po chwili wyszła z łazienki „Robert Cooper” właśnie wychodził. Kobieta widziała go od tyłu. Choć nie mogła zobaczyć jego twarzy, to miała okazję przyjrzeć się ubraniom, jakie miał na sobie. Zapamiętała, że był bardzo dobrze ubrany. Założył tego dnia eleganckie spodnie i płaszcz.

Kim był enigmatyczny „Robert Cooper”?

Robert Cooper - portret pamięciowy
Robert Cooper – portret pamięciowy

Z rozmów z Alem wynikało, że mężczyzna miał około 40 lat, mierzył jakieś 175 cm i ważył 80 kilogramów. Linda zdążyła też zauważyć, że miał ciemne, falowane włosy. „Robert” wyróżniał się tym, że wyraźnie utykał i podczas chodzenia wspomagał się laską. Później okazało się, że kilku niepowiązanych ze sobą świadków spotkało mężczyznę, który przedstawił się im jako „Robert Cooper”.

Jedną z tych osób była profesor z Uniwersytetu w Kolorado, która również szukała najemcy. Mężczyzna odpowiadający podanemu wcześniej rysopisowi spotkał się z nią, aby obejrzeć jej mieszkanie. Tym razem potencjalny lokator nie utykał ani nie nosił laski. Kobieta odnotowała natomiast jeszcze bardziej osobliwą rzecz. „Robert Cooper” mówił z wyraźnym akcentem. Pani profesor posiadała wiedzę dotyczącą języków wschodnioeuropejskich i jej zdaniem mężczyzna, z którym rozmawiała, pochodził z Rumunii.

Co najmniej trzy osoby, które chciały wynająć swoje mieszkanie w maju 2004 roku, zapamiętały spotkanie z tajemniczym mężczyzną. Najbardziej osobliwe wydawało się to, że każdemu „Robert Cooper” zaprezentował nieco inne wcielenie. Za każdym razem zmieniał swój akcent czy sposób zachowania i poruszania się. Wyglądało to tak, jakby odgrywał zupełnie inną rolę dla tych późniejszych świadków.

Al Kite
Al Kite

Ich zdaniem mężczyzna wywoływał w nich dziwne i nieprzyjemne odczucia. Obecność „Roberta” na terenie ich nieruchomości sprawiała, że czuli się nieswojo. Z tego też powodu żadna z tych osób nie zdecydowała się wynająć swój dom lub mieszkanie osobliwemu nieznajomemu.

Niestety osiągnął on jednak swój cel i przekonał do siebie Ala. Do ich pierwszego spotkania doszło prawdopodobnie 19 maja. Tego dnia w każdym razie „Coopera” opuszczającego dom Kite’a zauważył jeden z jego sąsiadów. Dzień lub dwa po tym spotkaniu Al i „Robert” uzgodnili wpłatę czynszu za pierwszy miesiąc. Nowy lokator miał się wkrótce wprowadzić.

Zaginięcie Ala Kite’a

zdjęcie zamordowanego mężczyzny
zdjęcie zamordowanego mężczyzny

Rankiem w sobotę 22 maja Kite odwiózł Lindę na lotnisko. Kobieta wyjeżdżała na tydzień i planowała skontaktować się ze swoim chłopakiem po wylądowaniu. Około 15:30 dotarła na miejsce i zadzwoniła do Ala, który wydawał się być w dobrym nastroju. Powiedział on Lindzie, że razem z sąsiadem właśnie naprawił rurę w piwnicy. Na końcu tej krótkiej rozmowy życzyli sobie miłego weekendu i pożegnali się.

Rankiem 24 maja 2004 roku pracownicy firmy konsultingowej Carter-Douglas z Denver w stanie Kolorado zauważyli nieobecność jednego ze swoich kolegów. Był nim „Al” Kite. Ten sympatyczny i powszechnie lubiany mężczyzna był znany ze swojej sumienności. Bardzo rzadko się spóźniał, a jeżeli już się mu to zdarzało, to zawsze informował, że nie dotrze do pracy na czas. Mijały kolejne minuty, a Ala nadal nie było w pracy. Współpracownicy zaczęli się niepokoić. Wykonano kilka połączeń na jego telefon stacjonarny oraz komórkowy, ale nie udało się skontaktować z Kitem.

Koledzy z Carter-Douglas zdecydowali się więc zadzwonić do siostry Ala, Barbary. Kobieta przyznała, że nie dostała od brata żadnej wiadomości tego poranka. Próbowała się z nim skontaktować, ale bezskutecznie. Starsza siostra mieszkała jednak w stanie Wirginia, ponad 2500 km od Denver i nie była w stanie sprawdzić osobiście, co dzieje się z jej bratem. Wiedziała jednak, że ta nieobecność była bardzo niepodobna do Ala, więc skontaktowała się z policją w Aurorze.

Późnym popołudniem funkcjonariusze pojawili się przed domem Ala Kite’a. Wielokrotnie pukali do drzwi, ale nie otrzymali żadnej odpowiedzi. Policjanci obawiali się, że mężczyzna może się znajdować w niebezpieczeństwie, więc podjęli decyzję o wkroczeniu do domu przy użyciu siły. Następnie  zaczęli przeszukiwać kolejne pomieszczenia. Nigdzie nie mogli znaleźć właściciela domu, ale nie zauważyli też nic niezwykłego. Wszystko zmieniło się, gdy wkroczyli do piwnicy.

Makabryczne odkrycie policjantów

Oakey "Al" Kite
Oakey „Al” Kite

To właśnie tam odnaleziono ciało Ala Kite’a. Mężczyzna leżał twarzą w dół, a miejsce zbrodni wyglądało makabrycznie. Na ścianie i podłodze znajdowały się ślady krwi. Detektyw Thomas Sobieski, który pojawił się w domu zmarłego i był jednym z głównych śledczych w tej sprawie, opisał później miejsce zbrodni jako „najgorsze, jakie kiedykolwiek widział”. Z tyłu głowy Ala widniała rana, która wskazywała, że został uderzony najpewniej z zaskoczenia. Śledczy przypuszczali, że cios zadano, gdy ofiara schodziła po schodach do piwnicy.

Najgorsze było to, że śmierć Ala nie była szybka ani bezbolesna. Ręce mężczyzny związano za plecami, a następnie nadgarstki przywiązano do stóp. Mężczyzna nie mógł się więc ruszać, a tym bardziej bronić. Napastnik bezlitośnie torturował Kite’a, używając kilku ostrych narzędzi. Na koniec zadał dwadzieścia dwa ciosy nożem. Oszacowano, że Al zmarł kilka godzin po ostatniej rozmowie ze swoją dziewczyną.

Linda przypomniała sobie, że na kilka dni przed śmiercią jej chłopak rozmawiał ze swoim tajemniczym nowym lokatorem o rozkładanym fotelu w salonie. Mężczyźni planowali przenieść mebel do piwnicy. Pojawiła się hipoteza, że sprawcą mógł być właśnie nowy lokator, który wykorzystał dobrotliwą naturę i ufność właściciela nieruchomości.

Poszukiwania sprawcy morderstwa

Śledczy ustalili, że po brutalnych torturach i morderstwie Kite’a zabójca następnie spędził sporo czasu w mieszkaniu ofiary. Zjadł jedzenie z lodówki, wziął prysznic, a nawet spał w łóżku Ala i nosiła jego ubrania. Było to szokujące odkrycie. Wkrótce na jaw zaczęły wychodzić jeszcze bardziej osobliwe fakty.

Według zeznań jednego z sąsiadów tajemniczy mężczyzna opuścił dom Kite’a w niedzielę wczesnym rankiem. Wcześniej zdążył jednak dokładnie posprzątać wnętrze. Technicy mieli problem, żeby znaleźć jakiekolwiek ślady kryminalistyczne. Gdy policja przybyła na miejsce zdarzenia i odkryła ciało w piwnicy, zwrócono uwagę na kilka przedmiotów w zlewie. Jego odpływ został zatkany, a do środka wrzucono kilka noży oraz innych przedmiotów – m.in. szklankę, długopis i kluczyki do samochodu ofiary. Następnie zlew wypełniono wybielaczem.

Głównym zadaniem śledczych było ustalenie tożsamości sprawcy oraz motywu. Początkowo wydawało się, że była to jakaś forma zemsty, ponieważ Al był przed śmiercią torturowany. Mężczyzna stronił jednak zawsze od konfliktów i był powszechnie lubiany i szanowany. Nikt z grona bliskich ani znajomych nie kojarzył żadnego potencjalnego wroga, który mógłby mu zrobić jakąkolwiek krzywdę. Później pojawiła się więc teoria, że był to metodycznie zaplanowany napad. Policja odkryła bowiem, że zniknął samochód Kite’a, jego telefon komórkowy oraz portfel. Służby postanowiły więc je odnaleźć, licząc, że w ten sposób uda im się dotrzeć do sprawcy brutalnego morderstwa.

Dalsze ustalenia policji

pickup GMC należący do Ala
pickup GMC należący do Ala

24 maja, czyli w dniu zgłoszenia zaginięcia, odnaleziono niebiesko-szarego pickupa marki GMC, który należał do Ala. Pojazd stał zaparkowany niedaleko domu mężczyzny. Wszystko wskazywało na to, że to nie Kite go tam porzucił. Prowadzący śledztwo dotarli bowiem do nagrania z monitoringu jednego z pobliskich bankomatów. Kamera uchwyciła mężczyznę, który podjechał pojazdem Ala. Bardzo utrudnione było ustalenie jego tożsamości, ponieważ założył maskę narciarską, zasłaniającą większość jego twarzy. „Robert” miał też na sobie rękawiczki, dlatego policji nie udało się znaleźć żadnych odcisków palców na klawiaturze bankomatu ani wewnątrz pickupa.

Jeszcze dziwniejsze było to, że zabójca wypłacił równo tysiąc dolarów. Taka też była wysokość depozytu, który wcześniej przekazał ofierze. Kite miała natomiast na swoim koncie bankowym odłożoną znacznie większą kwotę. Sprawca zbrodni nie podjął tych zgromadzonych oszczędności, co wykluczało ostatecznie motyw rabunkowy. Można przyjąć, że „Cooper” wypłacił jedynie własne pieniądze za depozyt, co w jego rozumowaniu nie było nawet kradzieżą. Warto też dodać, że na fotelu pasażera leżało potwierdzenie z bankomatu o wypłaconej kwocie. Wyglądało to tak, jakby „Cooper” chciał, żeby policja dokonała tego odkrycia. Był to kolejny moment, w którym zagadkowy mężczyzna pokazał swoją zuchwałość i pewność siebie.

Telefon Ala znaleziono w jednej z budek telefonicznych. Podczas przeglądania zawartości kosza na śmieci w kuchni Ala, odnaleziono z kolei wyrzuconą umowę najmu. Wniosek zawierał podstawowe informacje, jakie znajdują się na tego typu dokumentach. Było tam więc imię i nazwisko przyszłego lokatora, jego adres pocztowy, numer ubezpieczenia społecznego czy numer telefonu.

Przebiegłość sprawcy i jego przygotowania do zbrodni

umowa
umowa

Nie trudno zgadnąć, że w rubryce „imię i nazwisko” widniało „Robert Cooper”. Jak się też pewnie domyślacie, były to zmyślone personalia, ponieważ śledczy sprawdzili dokładnie ten trop. Adres siostry, który podał enigmatyczny mężczyzna, należał w rzeczywistości do kampusu lokalnego uniwersytetu medycznego. Numer ubezpieczenia społecznego należał do starszej kobiety, która nie miała nic wspólnego ze sprawą. Numer telefonu, który wpisał na umowie, powiązano z kolei z domem opieki. Wyglądało na to, że te wszystkie informacje sprawca przygotował sobie już wcześniej.

Kolejne mistrzowskie zagranie „Coopera” dotyczyło numeru telefonu komórkowego z którego korzystał. Przede wszystkim był to numer na kartę bez rejestracji, którego używał tylko w celach związanych z wynajęciem mieszkania. Zakupu karty SIM dokonał w jednym ze sklepów sieci 7-Eleven. Znajdował się on w pobliżu uniwersytetu medycznego. Tajemniczy mężczyzna musiał być zaznajomiony z tym obszarem, ponieważ na umowie najmu podał adres powiązany z tą uczelnią. Po zakupie mężczyzna odczekał dokładnie trzydzieści dni, by aktywować numer. Dlaczego? Po takim czasie usuwano nagrania z monitoringu w sklepach 7-Eleven.

Czy kiedyś poznamy prawdę?

inny portret pamięciowy sprawcy
inny portret pamięciowy sprawcy

Choć od śmierci Ala minęło ponad 20 lat, to do dziś nie udało się ustalić tożsamości tajemniczego „Roberta Coopera”. Moim zdaniem nawet sam ten pseudonim nie jest przypadkowy. Podejrzewam, że mógł to być swojego rodzaju hołd dla D.B. Coopera, czyli słynnego porywacza samolotu, który także użył fikcyjnej tożsamości. Mimo ponad pół wieku nie wiemy, jak brzmiało jego prawdziwe imię i nazwisko. W obu przypadkach wiele osób widziało także sprawców i stworzono ich portrety pamięciowe. Wydawałoby się, że odnalezienie tych mężczyzn pozostaje jedynie kwestią czasu. Tak się jednak nie stało.

Wracając do „Roberta Coopera”, należy sobie zadać przede wszystkim pytanie, czy znał on wcześniej Ala czy był on zupełnie przypadkową ofiarą. W tej kwestii także nie ma jasności. Z jednej strony brutalność, jaką przejawiał sprawca, mogła świadczyć o osobistej relacji i chęci odwetu za wcześniejsze krzywdy. Znając charakter Kite’a, trudno uwierzyć w taką hipotezę. Możliwe jest jednak to, że mężczyźni spotkali się kiedyś na płaszczyźnie zawodowej. Być może Al udzielił kiedyś „Cooperowi” porady, która okazała się nietrafiona, przez co mężczyzna mógł np. stracić znaczną sumę pieniędzy. Czy to jednak uzasadniałoby okrucieństwo sprawcy?

wizerunek mordercy na nagraniu z kamery
wizerunek mordercy na nagraniu z kamery

Bardziej prawdopodobna moim zdaniem jest hipoteza, że Kite był przypadkową ofiarą sadysty, który wcześniej zaplanował szczegółowo zbrodnię. Potrzebował tylko ofiary, u której wzbudziłby zaufanie. Dobrotliwe usposobienie Ala, mogło być w tym wypadku tym, czego szukał mężczyzna, który u innych potencjalnych wynajmujących wzbudzał negatywne uczucia. A może zrobił to celowo, żeby zmylić właśnie śledczych. Może chciał, żeby pomyśleli, że ofiara była przypadkowa?

Pewne jest, że mamy tu do czynienia z jednym z najbardziej przebiegłych, metodycznych i inteligentnych morderców w historii. Wielu zakłada, że sposób działania kwalifikowałby „Roberta” jako seryjnego mordercę. Nie jest jednak znana sprawa, w której modus operandi mordercy byłby zbliżony. Mordercy natomiast bardzo rzadko natomiast zmieniają swój sposób postępowania. Może jednak ofiar było więcej, ale nie udało się ich po prostu odnaleźć lub sprawy te nie były tak nagłośnione? A może wydarzyły się na drugim końcu świata, dlatego trudno je powiązać, bo amerykańscy śledczy nigdy o nich nie słyszeli?

Skąd pochodził „Robert Cooper”?

Bukareszt, Rumunia - czy to stamtąd pochodził "Cooper"?
Bukareszt, Rumunia – czy to stamtąd pochodził „Cooper”?

No właśnie – na koniec powróćmy do tropu, który może być kluczowy w tej sprawie. Mowa o obcym, wschodnioeuropejskim akcencie sprawcy. Oczywiście mógł być on udawany. Kilka lat temu udało się jednak zbadać nieliczne próbki DNA, które sprawca pozostawił na miejscu zbrodni. Co prawda w bazach policyjnych nie widniała osoba, której materiał genetyczny byłby zgodny. Korzystając jednak z najnowszych metod kryminalistycznych, udało się ustalić, że przodkowie „Coopera” pochodzili najpewniej z Europy południowo-wschodniej. Rumuński (lub podobny) akcent mógł więc być prawdziwy i to w tej części świata należy szukać sprawcy, choć nadal jest to bardzo duży, nie do końca sprecyzowany obszar.

Ciekawe jest również to, że sprawca podczas swych tortur skupił się w dużej mierze na stopach Kite’a. Ta metoda nazywana jest falangą lub falaką. Bywała ona stosowana w przeszłości w wielu różnych krajach. Jest też stosowana do dziś, często przez służby państwowe w krajach, które nie do końca respektują prawa człowieka. Czyżby „Cooper” był w przeszłości agentem służb? Mogło by za tym przemawiać doskonałe wyszkolenie mężczyzny, który potrafił po sobie zacierać ślady jak zawodowiec. A propos zawodowca, inną teorią jest to, że „Robert” był płatnym zabójcą. W to wierzę osobiście trochę mniej, ponieważ w ich przypadku liczy się wykonana „robota”. Płatny zabójca nie zadawałby sobie tyle trudu. W każdym razie zagadka nadal czeka na swoje rozwiązanie.

Podobał Ci się artykuł? Oceń go!

Średnia ocena: / 5. Ilość ocen:

Na razie brak ocen. Bądź pierwszy!

Aż tak źle? 😉

Będę wdzięczny za informację, skąd tak niska ocena. Dzięki temu będę mógł poprawić artykuł i uniknę podobnych błędów w przyszłości.

Z niecierpliwością czekasz na kolejny wpis? Zapraszam na fanpage'a na Facebooku, gdzie wrzucam info o nowych artykułach!
Sprawdź też, jak możesz wspomóc mojego bloga :)

Komentarze:

  1. Cooper, to też nazwisko detektywa z „Miasteczka Twin Peaks”. Tylko nie pamiętam czy imię też się zgadza.
    Ten moredrca działał zgodnie z jakimś planem działania. Bardzo logiczne decyzje podejmował. Może był jakimś uśpionym agentem ze wschodniej Europy.

    1. Cześć Wisienka81,
      Dzięki za komentarz! Słuszna uwaga, nazywał się Dale Bartholomew Cooper, co jest oczywistym nawiązaniem do D.B. Coopera 🙂
      Zgadzam się, zimna krew, jaką zachował i dbałość o szczegóły są przerażające.
      Pozdrawiam 🙂

    2. „Cooper” to także: Bradley aktor (w 2004 już aktywny, choć nie tak sławny, jak dziś), model Mini, człon w nazwie „Lee Cooper”, rzeczownik pospolity w angielskim, powieściopisarz James Fenimore, i tak dalej. Imię Robert również należy do popularnych w Stanach. Może gość nazwał się na zasadzie naszego „Jana Kowalskiego” czy też innego Nowaka, wybierając popularne słowa na oba człony „imienia i nazwiska”, żeby potem było ciężko z czymś konkretnym powiązać. Albo miał na sobie dżinsy Lee Cooper, gdy wymyślał pseudonim, a imię Robert przyjął na cześć de Niro lub Redforda. Nie chcę tą wypowiedzią w żaden sposób dyskredytować koncepcji o „Miasteczku Twin Peaks” czy też D.B. Cooperze, chcę tylko zwrócić uwagę, że skojarzeń (a także potencjalnych źródeł fałszywego nazwiska) może być więcej.

      1. Cześć Beata,
        Dzięki za komentarz!
        Oczywiście zgadzam się z Tobą, że imię, jak i nazwisko są popularne w USA. Mogło być tak, jak napisałaś, że nie ma w tym żadnego drugiego dna i był to zupełnie przypadkowy wybór.
        Po prostu moim pierwszym skojarzeniem, jak zobaczyłem to imię i nazwisko, był D.B. Cooper (może dlatego, że jest to jedna z moich ulubionych spraw kryminalnych, a sam D.B. Cooper, mimo że był przestępcą, budzi we mnie pewnego rodzaju sympatię). Pomyślałem też, że pasowałoby to do Roberta Coopera, zabójcy Ala Kite’a, który zaplanował wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Przygotowując się do tej sprawy, czytałem dużo komentarzy na portalu Reddit i kilku użytkowników także zwróciło uwagę na tę (być może zupełnie przypadkową) zbieżność.
        Pozdrawiam!

        1. Bardziej niż o przypadkowy wybór chodzi mi o mnogość skojarzeń. Wiadomo, że morderca, który planuje zbrodnię od a do z, również fałszywe dane dobiera na jakiejś zasadzie i poznanie tej zasady mogłoby pomóc w śledztwie. D.B. Cooper (też lubię tę sprawę, szkoda, że nie wiadomo, jak się dalej potoczyły losy tego człowieka) pasuje pod kątem – nazwijmy to – kryminalnym, ale morderca mógł również kojarzyć przyjęte przez siebie fałszywe dane z czymś innym. W drugim komentarzu, który napisałam, gdy ten powyższy został opatrzony komunikatem „odrzucony przez serwer” (jeśli się pojawi, to proszę o odrzucenie, żeby nie dublować wpisów), dodałam jeszcze informację, że po wpisaniu „Cooper” do wyszukiwarki pojawiło mi się Cooper University Health Care – a adres, który podał morderca, to był adres jednego z kampusów miejscowego uniwersytetu medycznego. Z tego, co rozumiem, Cooper University Health Care to nie jest uczelnia medyczna, tylko firma (jakiś inny podmiot?) działająca w ramach akademickiego systemu opieki zdrowotnej (w South Jersey, jak wynika z ich strony), ale skoro i tu, i tu mamy do czynienia z medycyną, to może istnieje jakieś powiązanie między tą nazwą a faktem wskazania adresu kampusu?

        1. Cześć Karolina,
          Dziękuję za miły komentarz 🙂
          Dochodzą do mnie takie głosy. Postaram się wrzucać choć jeden wpis na miesiąc. Planuję też coś specjalnego – więcej na ten temat mam nadzieję wkrótce.

          Pozdrawiam i miłego weekendu!

    1. Cześć jul92ka1,
      Dzięki za miłe słowa 🙂
      Mam nadzieję, że uda mi się wrócić do częstotliwości 1-2 wpisy na miesiąc. Żebym mógł wrzucał więcej, musiałbym chyba zrezygnować z pracy albo wolnego czasu i życia osobistego 😉
      Pozdrawiam!

      1. Byłoby super ale wiadomo nie kosztem życia prywatnego.
        Jednak z niecierpliwością czekam na kolejny wpis 🙂
        Również pozdrawiam 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

jedenaście + czternaście =